blogujace broszki na biezaco z lekkimi obsunieciami w czasie, z powodu zycia
poza broszka
virginia, iksinska III, Mattka Polka, wildrose
i zagladam najczesciej do swojej kuchni, ale linku sie nie da wkleic
zwiedzam
Hamburger
serwetki zuzywam na decoupage
obiecuje, ze uzupelnie galerie (ile juz tak obiecuje?)
na 3 tygodnie zegnam
[24.08.10/23:01]w kazdym badz razie jade sobie wypoczywac, przemyslec co nieco, uporzadkowac
a potem wroce i zadziwie Was spokojem, ktory mi tam wszczepia
i tytul mego nastepnego bloga bedzie: Historia lubi sie powtarzac
ale to potem :)
smak zle podjetych decyzji
[20.08.10/13:21]w ogole nie lubie podejmowac decyzji
boli mnie brzuch z przejecia, glowa od myslenia
potem podejmuje decyzje
i jak sie okaze, ze w sumie niekiepska podjelam, albo udalo sie przy okazji cos dodatkowego, to jeszcze jestem w stanie odzalowac te stresy
ale kiedy jest tak jak teraz, ze tylko zlosc, zal i myslenie, zeby cofnac czas i ustawic wszystko inaczej... wtedy jest mi zle... i bym spala, i spala, bo tak reaguje na stres...
przed snem stuletnim ratuje mnie dzisiejsze slonce i jednodniowy upal, ktory nawiedzil i nas w koncu
powinnam sie cieszyc z tego jednego cieplego dnia, ale juz mysle, ze jutro wcale nie bedzie ladnie
koszmarne mam nastawienie
mam nadzieje, ze mnie naprawia w tym sanatorium, no chyba ze przepisza skierowanie na fachowe leczenie na glowe :)
tak, powinnam sie cieszyc z sanatorium. Ciesze sie. Ale jednoczesnie krzycze wewnatrz siebie, ze wracam 5 dni po slubie mojego brata (ciotecznego, ale bardzo mi bliskiego)... bedzie cala rodzina... moglabym ich wszystkich spotkac, bo wiadomo, ile razy jeszcze dane bedzie mi ich wszystkich zobaczyc? lata leca, nie tylko mi, co najgorsze... moglabym w koncu menza calej rodzinie przedstawic...
milego weekendu
nie moj dzien
[17.08.10/18:12]zaspalam
"biegiem" jechalam do fryzjera
fryzjerka na urlopie, bo albo zle zrozumialam jej plany, albo przelozyla, nie dopytywalam, aby bardziej nie komplikowac
oddalam sie kolezance, znaczy jej kolezance, tej fryzjerki, znaczy oddalam moje wlosy jej recom... dokladnie recom... bo talentu w nich nie bylo, wiec nie powiem rekom... a to, jak juz wystylizowala mi moja nowa fryzure, potwierdza tylko moja opinie na temat malomiasteczkowych niemieckich fryzjerek... wiocha!!! nie liczac Justine, ktora sobie urlopuje. I jej argument, ze taka stylizacja wydluza mi twarz... i dodaje lat, bo wygladalam jak stara baba!. A licza sobie jak za zboze. A potem sie dziwia, ze ja lece do Warszawy i pierwsze co, umawiam sie do fryzjera... na szczescie mojego fryzjera mama mieszka w miescie niemieckim, nieco wiekszym od mojego, ale w moich okolicach i zdazyla mu juz wyrazic swoj "podziw" nad tutejszymi nozycorekimi, wiec chlopak mnie rozumie... grrrrrrrrrrr dobra, dosc. Po przyjsciu od fryza, od razu umylam wlosy i ulozylam po swojemu. Na szczescie az tak nie spieprzyla obciecia, zebym sobie nie poradzila z ich ujarzmieniem. Ale ze ja mam wiecej sily wewnatrznej proporcjonalnie do tego, co mam na glowie (i nie chodzi o ilosc, ale jakosc), to mi zle...
poza tym caly dzien leje, nic sie nie chce, a juz najbardziej wyjsc z domu. Jezdze samochodem jak nacpana i dzis malo nie wjechalam w traktor, nie ustapilam pierwszenstwa... super, a obok siedzial maz, wiec tym bardziej super... grrrrrrrrrrr to wszystko przez te wlosy mowie Wam
ale moze chociaz wieczor bedzie lepszy... bo w sumie 3 lata temu to byl moj dzien. Dzis mija nasza rocznica slubu. Dokladnie o 11. Dzis o tej porze musielismy zaciagnac rolety w kuchni ;))) bo maz w doma, wczoraj mieli wycieczke integracyjna, dzis wolne. Mielismy isc do kina, zalatwilismy opieke nad dziecmi, ale.. pisalam juz, z doma to sie wyjsc nie chce. Tak wiec wypozyczylismy dwa filmy. Jeden z mojej polki, czyli babskiej (Dwa dni w Paryzu), drugi z jego, czyli cos o smiertelnych przyrzeczeniach, czy jakos tam, nie chce mi sie nawet szperac w internecie, co to. Gdyby nie fakt, ze to rocznicowy wieczor, to bym sobie przy tym filmie poprasowala, bo w sumie nie musze sie skupiac :) ale w tym szczegolnym przypadku obejrze, siedzac obok menza :) mimo, ze mam dietke (zdrowotna!) bez alkoholu, to jednak dzis wyjatek, otwieramy winko, rocznik 2000, czerwone, Reserva, ktore zakupilam po rewelacyjnej cenie, sztuk 3, ze moze kiedys bedzie mialo zajebista wartosc :) ale jedno do sprobowania. Dzis moze byc ten dzien, nie?
No i lece. Wiecie gdzie? po przyczepke do roweru, ktora woze Manka do przedszkola. Bo jak rano udalo mi sie ich tam przetrasportowac tym zdrowotnym srodkiem transportu, tak po poludniu musialam ich, jak i meza z psem ze spaceru w lesie, odbierac samochodem. Deszcz. Grrrrrrrrrrrrr Rowerek Adka dalo sie zapakowac do auta, ale przyczepka moknie przy przedszkolu :( w temacie przedszkole: u nas wszystko gra, chopcy swietnie sie tam czuja.
Rozmowa po przedszkolu:
- Adus, jak bylo w przedszkolu?
i codziennie ta sama odpowiedz, od 2 lat, czasem trafi sie inna:
- nie wiem, nie pamieeeeeeeeeeetam, o jeeeeeeejku!!!
i wali focha, ze w ogole racze sie tym interesowac
- Manius, a jak bylo u Ciebie?
i tu cale opowiadanie 3-latka, co robil, jak sie bawil, z kim sie bawil (zna imiona kolegow, co mojemu starszemu dzieckowi na poczatku ucieka z glowy, a potem wcale nie raczy sie ze mna dzielic), kto go uderzyl, czy powiedzial przepraszam, czy zrobil siusiu do toalety, czy ktos mial urodziny i jaka byla z tej okazji niespodzianka itp. itd.
Dzieci sa rozne. Naprawde.
Znowu sie rozpisalam?
I jeszcze jedno, patrzac na dziela Moiry, dopiero wiem, co znaczy dekupaze. Moje proby, to jeszcze naprawde proby. I chyba dalej nie przeskocze. No juz na pewno nie z tymi wlosami ;)
jeden testosteron w domu mniej
[16.08.10/01:11]tymczasem sobie nie spie, bo spalam w dzien. Dni przed kobiecymi dniami uplywaja mi na spiaczce i potrzebie samotnosci. I ciesze sie przeogromnie, kiedy moj cykl tak sie ulozy, ze "tuz przed" wypada w weekend - wtedy, ze wzgledu na ryzyko otrzymania ustnej (czytaj: glosnej) nagany za wszystko ;) maz bierze dzieci pod swoja opieke i wyrozumiale pozwala mi isc na gore do sypialni i spedzic tam czas ze soba, z ksiazka, czasopismem i poduszka do snu :)
a ja teraz kleje, maluje, czyli staram sie wrocic do decoupage. Noc, samotnosc, cisza... to sprzyja, wiec wykorzystuje czas (wstane rano z wielkimi sincami pod oczami). Mialam kawalek listewki drewnianej i wpadlam na pomysl zrobienia zakladki do ksiazki. I podaruje ja menzowi we wtorek, bo wtedy minie 3 lata od dnia naszego slubu
za 10 dni wyjezdzamy do sanatorium!
mam dwie nowe pary butow!
i wciaz w tle muzyka lat 70'... wtedy wszystko mi sie chce
tym bardziej, ze jutro poniedzialek, przedszkole wita nas, lalalala
trzeci dzien swobody :)
[12.08.10/11:25]bo pierwszy dzien (te cale 3 godziny), jak pamietacie, wariowalam ze szczescia, drugi (3.5h) przespalam, a dzisiejszy (mialam cale 4 godziny ;) mija mi na nadrabianiu zaleglego dekoupage. Dokladnie wszelkiego szkla, jakie nagromadzilam, bo fajne ksztaltem, bo mialam wizje. Ale zanim sie do tego zabralam, posklejalam zabawki, ktore daly sie jeszcze odratowac i ktore bylo warto odratowac, grrrrrrrrrrr, wczoraj pomagalam chlopakom porzadkowac pokoj i znalazlam wiele "trupow"....
wzielam sie za czyszczenie szkla i malowanie podkladem... wzielam sie za to z rozmachem, w pelnym tego slowa znaczeniu :) chcialam wstrzasnac butelka, ktora juz uprzednio otworzylam.... wykladzina w naszym "biurze" jest teraz bardziej biala niz bialo-szara...

a najlepsza wiaodmosc dnia: dzis nie gotuje obiadu! nie to, zeby zaraz ktos mnie wyreczyl. Dojadamy dzis obiadek z dnia poprzedniego, a ze nie starczy na cale 5 buziek, wiec dokladamy obiadki z zamrazalnika :) dlatego mam czas na moje hobby.
I jest fajnie, bo jednak mimo prognozy, jest jednak slonce, a tego do zycia, oprocz czasu dla siebie, potrzeba. I prosze nie narzekac na upaly w Polsce, za Odra nie maja :( i sie ciesza z 22 stopni ze sloncem.
Buzka!